Warning: Trying to access array offset on false in /home/platne/serwer22798/public_html/wp-content/plugins/google-drive-wp-media/google-drive-wp-media.php on line 40
JASKINIA SŁOWA - wykłady I galerie zdjęć I wprowadzenia do lektury I homilie I audycje - Page 33

z górki…

niektórzy
mają ciągle pod górkę
narzekają
Panu Bogu się skarżą

przecież
gdyby mieli z górki
trudniej wyhamować

lepiej
z Bogiem pod górkę
bezpieczne i pewne schronienie
Samemu
z górki
gorzej
bo to prowadzi
do dna

Mk 8, 33

Zejdź mi z oczu, szatanie

Zejdź mi z oczu, szatanie…

Pójdź za mną!

W Biblii Tysiąclecia (Mk 8,33) czytamy:

Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie».

Ten sam zwrot Jezusa – zejdź mi z oczu, szatanie – odnajdziemy w mateuszowej wersji pierwszej zapowiedzi męki (Mt 16,23). Trochę dziwne to stwierdzenie, szczególnie dlatego, że skierowane jest do najważniejszego ucznia! Zejdź mi z oczu – brzmi trochę z nienawiścią nawet. Może to wina tłumaczenia, pomyślałem. Sprawdźmy…

Podobne do tłumaczenia Biblii Tynieckiej jest to, jakiego dokonano w Poznaniu:

On zaś odwrócił się, a zobaczywszy uczniów, skarcił ostro Piotra, mówiąc: – Zejdź mi z oczu, kusicielu, bo myślisz po ludzku, a nie po Bożemu.

W Biblii Gdańskiej natomiast zwrot ten przetłumaczony jest nieco inaczej. Tłumacz użył tu łagodniejszego określenia:

Ale on obróciwszy się, a wejrzawszy na ucznie swoje, zgromił Piotra, mówiąc: Idź ode mnie, szatanie; albowiem nie pojmujesz tego, co jest Bożego, ale co jest ludzkiego.

A jak inne polskie tłumaczenia? Ks. Romaniuk w swojej Biblii warszawsko-praskiej podaje w zasadzie najłagodniejszą wersję:

A On odwrócił się i zobaczywszy swych uczniów zgromił Piotra, mówiąc: Odejdź stąd, szatanie! Nie myślisz o tym, co Boże, tylko o tym, co ludzkie.

Nie pozostaje nic innego jak zajrzeć do oryginału…  W języku greckim werset ten wygląda następująco:

ὁ δὲ ἐπιστραφεὶς καὶ ἰδὼν τοὺς μαθητὰς αὐτοῦ ἐπετίμησεν Πέτρῳ καὶ λέγει· ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ, ὅτι οὐ φρονεῖς τὰ τοῦ θεοῦ ἀλλὰ τὰ τῶν ἀνθρώπων.

Zwrot ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ przetłumaczyć trzeba mniej więcej tak: pójdź za mnie, stań za mną, szatanie.

Zajrzałem do innych przekładów, i okazało się, że nie tylko te polskie dalekie są od oryginału.

Na przykład język włoski (San Paolo Edizione):

Egli, però, voltatosi e guardando i suoi discepoli, rimproverò Pietro dicendogli: «Vattene lontano da me, satana, poiché tu non hai sentimenti secondo Dio, ma secondo gli uomini».

Wyróżniony tu zwrot należało by przetłumaczyć jako: oddal się daleko ode mnie, szatanie. Podobnie zresztą jak w języku niemieckim: Weg von mir, Satan!

Jednak na szczęście są przekłady wierne orginałowi… 😉 I tak:

Po francusku jest dokładnie tak samo jak w oryginale – pójdź za mnie – (Bible de Jerusalem):

Mais lui, se retournant et voyant ses disciples, admonesta Pierre et dit : ” Passe derrière moi, Satan ! car tes pensées ne sont pas celles de Dieu, mais celles des hommes !

w języku angielskim (New International version) czytamy:

But when Jesus turned and looked at his disciples, he rebuked Peter. „Get behind me, Satan!” he said. „You do not have in mind the things of God, but the things of men.”

W zasadzie polski zwrot zejdź mi z oczu odnosi się do tego samego; no bo jak najlepiej zejść z oczu? No własnie stanąć za kimś. Wtedy nie będzie nas na pewno ten ktoś widział. Ciekawe jest również to, że w następnym wersecie (Mk 8,34) znów pojawia się greckie ὀπίσω μου. Tym razem jednak Biblia Tysiąclecia właściwie już tłumaczy ten zwrot w znanym przez nas zwrocie :

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!

Oryginał wygląda tak:

Καὶ προσκαλεσάμενος τὸν ὄχλον σὺν τοῖς μαθηταῖς αὐτοῦ εἶπεν αὐτοῖς· εἴ τις θέλει ὀπίσω μουἀκολουθεῖν, ἀπαρνησάσθω ἑαυτὸν καὶ ἀράτω τὸν σταυρὸν αὐτοῦ καὶ ἀκολουθείτω μοι

Jeszcze częściej pojawia się ten zwrot w innych fragmentach Ewangelii. Na przykład wtedy, gdy Jezus powołuje swoich uczniów, mówi do każdego z nich – Pójdź za mną! Ten zwrot w orginale brzmi właśnie: δεῦτε ὀπίσω μου – przyjdź, i stań za mną. (Mk 1,17 i podobne)

Gdy Jezus mówi o Janie Chrzcicielu też używa tego sformułowania:

Καὶ ἐκήρυσσεν λέγων· ἔρχεται ὁ ἰσχυρότερός μου ὀπίσω μου, οὗ οὐκ εἰμὶ ἱκανὸς κύψας λῦσαι τὸν ἱμάντα τῶν ὑποδημάτων αὐτοῦ

BT: I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów.

Zwrot – postępować z tyłu, za Panem – spotykamy również w Starym Testamencie. Jako zwrot idiomatyczny języka hebrajskiego, w przekładach na języki współczesne zastępowany jest innymi, które wyrażają właśnie to, co pierwotnie oznaczał. A więc posuwamy się dalej:

Zwrot מַלֵּ֖א אַחֲרָ֑י יְהוָ֥ה występuje w Starym Testamencie 8 razy (Lb 14,24; 32,11; Pwt 1,36; Joz 14,8; 1 Krl 11,6). A co oznacza? Poniżej podaję polskie tłumaczenie (BT) tych tekstów, pogrubieniem zaznaczyłem zastosowany w języku hebrajskim zwrot postępować za Panem:

Tylko słudze memu Kalebowi, który ożywiony innym duchem okazał Mi pełne posłuszeństwo, dozwolę wejść do kraju, który już przewędrował, i potomstwu jego dam go w posiadanie. (Lb 14,24)

Mężowie, którzy wyszli z Egiptu w wieku od dwudziestu lat wzwyż, nie zobaczą kraju, który poprzysiągłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi; nie okazali mi bowiem pełnego posłuszeństwa; (Lb 32,11)

oprócz Kaleba, syna Jefunnego Kenizyty, i Jozuego, syna Nuna, którzy okazali Panu pełne posłuszeństwo. (Lb 32,12)

z wyjątkiem Kaleba, syna Jefunnego. On ją zobaczy. Jemu i jego synom dam ten kraj, po którym on chodził, gdyż on okazał pełne posłuszeństwo wobec Pana».(Pwt 1,36)

A gdy moi bracia, którzy wyruszyli ze mną, przerazili serce ludu, ja poszedłem całkowicie za Panem, Bogiem moim.

 (Joz 14,8)

Owego dnia Mojżesz przysiągł: Na pewno ziemia, na której stanęła twoja noga, przypadnie tobie i potomkom twoim w wiecznym dziedzictwie, ponieważ byłeś wierny Panu, Bogu mojemu. (Joz 14,9)

Dlatego należy Hebron jako dziedzictwo do Kaleba, syna Jefunnego, Kenizzyty, aż do dnia dzisiejszego, bo poszedł on całkowicie za Panem, Bogiem Izraela.(Joz 14,12)

Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec.  (1 Krl 11,6)

Ciekawy to zwrot, może takie wyjaśnienie pomoże lepiej go zrozumieć. Zganienie Piotra tak wyjaśnione brzmiało by więc po polsku:

Okaż posłuszeństwo, bądź mi wierny, chcę byś całkowicie poszedł za mną. Mówię o tobie używając słowa „szatanie”, bo myślisz bardziej po ludzku niż po bożemu. Ty chcesz, żebym to ja szedł za tobą. Nie, zejdź mi z oczu, stan za mną, i idź za mną. Ja zaprowadzę cię, gdzie nie chcesz, pójdziesz tam, gdzie ja chcę.

Może w tym kontekście inaczej spojrzeć można na zdanie, jakie Jezus wypowiedział o Janie Chrzcielu – za mną Idze ten… – Może należy to rozumieć tak – Jan okazuje największe posłuszeństwo, jest mi wierny.

A w kontekście słów powołujących apostołów?

Pójdź za mną! Okaż pełne posłuszeństwo!

Całkowicie mi zaufaj!

Bądź mi wierny!

Wszystkich Świętych

Wszystkich Świętych dziś…

co to za ciekawe i piękne święto… Kojarzy się z cmentarzem i zmarłymi, ale przeciez to święto tak radosne jak Wielkanoc. Chrystus Zmartwychwstał.

Wielki stadion, my – żyjący – jesteśmy na środku, gramy. Na trybunach tego największego stadionu świata zasiadają wszyscy święci… i nieustannie kibicują nam, mówiąc: dasz rade, odwagi; niczego się nie bój; wypłyń na głębię; jesteśmy z tobą; poradzisz sobie; kochaj Chrystusa, kochaj Kościół; bądź wierny!

oni nieustannie za nami wstawiają się, wierzą w nas, że i nam się uda dołączyć do nich….

dziś imieniny wszystkich naszych świętych patronów… i nasze imieniny.
najlepsze życzenia!

Łk 16, 9 – niegodziwa mamona

Trudna ta ewangelia tej niedzieli… jak zrozumieć właściwie słowa Jezusa, który mówi: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną; a wcześniej nieco mówi przypowieść o nieuczciwym rządcy…

 Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt.

Rządca zawyżał zobowiązania. Zmieniając wartość zobowiązań, pozbywał się swojego niegodziwego zysku. Kazał przekreślać, zmniejszać zobowiązania, aby przedstawiały one stan faktyczny… Jaka z tego myśl dla nas? Hmm… Nawet późno, nawet za późno, musimy umieć przyznać się do błędu, nawet za cenę utraty czegoś.

A dalej Jezus mówi w Ewangelii:

Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy /wszystko/ się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków.

Dzisiejszy świat to często wyścig. Pogoń za pieniędzmi, zaszczytami, funkcjami, sławą i zyskiem. Wartości takie jak miłość, dobro, zaufanie, piękno i szlachetność zostają zapomniane. A one właśnie składają się na definicję przyjaźni. Jezus zachęca, by dbać właśnie o przyjaźń. By budować relację międzyludzką. Bo to, co pozornie na tym świecie się liczy, po tamtej stronie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Wtedy właśnie miłość i przyjaźń zaczną się liczyć.

A święty Biskup Hippony tak ten tekst komentuje…:

Wyobraź sobie, mówi święty Augustyn, że przyszedł do twego domu przyjaciel i zobaczył, że złożyłeś zboże w wilgotnym miejscu. Wie, jak się zboże psuje, a ty na tym się nie znasz, i daje ci taką radę: „Bracie, tracisz to, coś z tak wielkim trudem zebrał. Złożyłeś w miejscu wilgotnym, za parę dni to wszystko ci zbutwieje”. „Bracie, co mam zatem robić?” „Podnieś to wyżej”. Posłuchasz przyjaciela, który tak doradza i przeniesiesz zboże z dołu do góry. A nie posłuchasz Chrystusa, żeby swój skarb przenieść z ziemi do nieba?”
Zauważ ponadto – podpowiada święty Augustyn – że istnieje wielka różnica między nieuczciwym zarządcą z przypowieści, a tobą, jeśli „pozyskujesz sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”: „On sprzeniewierzył się swojemu panu, żeby zyskać sobie przyjaciół, którzy by go przyjęli. Ty nie obawiaj się, że się sprzeniewierzysz, bo sam Pan nawołuje cię, żebyś tak postępował…

Łk 4 – Jezus kuszony na pustyni

W Ewangelii czytamy: Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i przebywał na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła…

A w ogrodzie, w noc pojmania Jezus mówił swoim uczniom: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie.

 

Kuszenie na pustyni stanowi początek misji Jezusa.

To czas próby, która czeka również każdego z nas, bo pełna samotności pustynia jest miejscem spotkania samego siebie z Bogiem.

 

Czym jest kuszenie Jezusa? Pokusy, jakie stawia przed Jezusem szatan, są próbą zepchnięcia Jezusa z drogi wierności Bogu.

Jezus odrzuca te pokusy jednym słowem: Słowem Boga.

Szatan proponuje popularność, a Jezus wybiera ukrycie;

jest kuszony władzą, a wybiera upokorzenie;

szatan obiecuje sukces, a Jezus odważnie idzie ku słabości i krzyżowi.

 

Tak samo jak Jezusa tak i nas dziś szatan kusi, proponując nam dokładnie to samo – popularność, władzę i sukces. Kusi, aby odwieść nas od drogi wierności Bogu.

 

Święty Jan Vianney mówił, że pokusy upokarzają, ale są jednocześnie czasem sprawdzenia, są dla nas czasem wyznania i potwierdzenia wiary.

On, święty kapłan, dobroduszny proboszcz i spowiednik, zmagał się z pokusami przez całe swoje życie. Kiedy czuł, że nic mu nie wychodzi, kiedy słyszał w sobie podszepty szatana, że jest beznadziejnym proboszczem, że nie warto się więcej trudzić, bo i tak nic z tego nie wyjdzie, chciał uciekać z Ars. Nawet kilka razy mu się to udawało i uciekał. Ale jednak zawsze wracał do swojej parafii, do powierzonych sobie ludzi. On po prostu umiał pokonywać pokusy, umiał walczyć.

 

Cała trudność zwalczania pokus polega na tym, że aby się ich pozbyć, musimy najczęściej walczyć z nami samymi. I to jest najtrudniejsze.

 

Jest taka pokusa, która w wyjątkowy sposób towarzyszy Nam, którzy kiedyś powiedzieliśmy Jezusowi – tak, angażując się na całe życie. To pokusa tego, by idąc drogą przyjaźni z Chrystusem, oglądać się wstecz.

Jezus jasno mówi do każdego z nas: ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie jest mnie godzien…

Dlaczego nie jest godzien? Bo pracując w taki sposób, człowiek osiągnie beznadziejne owoce.

A my? Tak często pytamy samych siebie, czy ten pług warto pchać? Czy ja przypadkiem, własnymi siłami nie robię czegoś bez sensu? Może warto przestać, bo trochę ciężko… Może warto się zatrzymać? Przecież i tak wiele dobrego nie zrobiłem…? Może warto dać sobie spokój, i wrócić do tego, za czym tęsknię, czego czasami mi brakuje. Może lepiej obejrzeć się wstecz… i upewnić się, czy jest do czego wracać.

Obejrzeć się za siebie i zobaczyć to, co kiedyś zostawiłem, czego kiedyś się wyrzekłem, z czego zrezygnowałem.

To silna pokusa… by odwrócić się, zobaczyć to, czego już dokonałem, co mi się już udało, co już mam za sobą, co jest moje.

Można mieć też wtedy pokusę odejścia, ucieczki, oddalenia się właśnie wtedy, gdy coś nie wychodzi, gdy nie widzimy efektów naszej pracy. Ale przecież takie doświadczenie, taka rzeczywistość staje się naszą osobistą pustynią. Naszą próbą, naszym doświadczeniem wiary. To właśnie na pustyni człowiek zmaga się z samym sobą. Pustynia staje się również  miejscem, gdzie człowiek wsłuchuje się w głos Boga.

Jezus na pustyni odrzucał pokusy jednym słowem: Słowem Boga; święty Jan z Ars odrzucał pokusy właśnie wtedy, kiedy w ciszy i samotności wsłuchiwał się w głos Jezusa. My również możemy się w ten głos wsłuchiwać. Bóg mówi do nas: Kocham cię. A kogo kocham, tego doświadczam. Trzeba zatem starać się o to, by żyć z Jezusem w nieustannej przyjaźni, a wtedy pokusy, nawet te najtrudniejsze, będą po prostu dowodem miłości dla której oddaliśmy życie.

 

 

Często boimy się mówić o naszych pokusach; po prostu wstydzimy się ich, a nieraz udajemy, że ich nie mamy. Święty Proboszcz z Ars ostrzega: Jeśli nie masz pokus, to uważaj, skoro piekielny duch się na ciebie nie rzuca, to znaczy że już jesteś jego przyjacielem, i już nie potrzebuje on tracić na ciebie czasu. Ale jeśli masz pokusy, to dobrze, bo to znaczy, ze zły musi ciągle o ciebie walczyć.

Ty też walcz!

Wtedy najgłębsza, najciemniejsza pustynia zakwitnie; ciemność zajaśnieje niezwykłym blaskiem, a samotność, której często tak bardzo się lękasz, poprowadzi do wspólnoty.

Trzeba odważnie walczyć – mówi święta Joanna d’Arc – a wtedy Bóg da zwycięstwo.

Uśmiech Ojca – Łk 15

Drogi Bracie,

Kiedy odszedłeś z domu, Ojciec był taki smutny… Dał ci przecież pół majątku, było Mu tak dobrze z tobą, a ty odszedłeś. Powiedział nawet zaraz potem, że żałuje, że się urodziłeś. Ale zaraz potem zaczął płakać bo całym sercem Mu ciebie brakowało, tęsknił, i bardzo pragnął byś powrócił. Ty jednak nie wracałeś. Opowiedział On twoją historię innym, i historia nazwała cię synem marnotrawnym… On tak cię nigdy nie nazwał. Bo On cię cały czas nie przestawał kochać. Ja, twój brat, zawsze byłem przy Nim, i wszystko co Jego jest też moje. Ja też tęskniłem za tobą. I wtedy Ojciec poprosił mnie na rozmowę. Zaprowadził mnie na górę Moria, i powiedział, żebym i ja odszedł. Żebym Go opuścił i szukał ciebie. Wiesz, co poczułem wtedy? Jakby Ojciec nade mną nóż wyciągnął i chciał mnie zabić. Ale potem powiedział, że to miłość. Nic nie rozumiejąc odszedłem. Zostawiłem Ojca. I On znowu był smutny, płakał, i na pewno tęsknił, ale myślę, że żył tą nadzieją, że kiedyś wrócimy razem. Nie mogę się doczekać tego powrotu, wyobraź sobie, jak Tata się będzie cieszył…

Nie mogę Cię znaleźć. Szukałem w różnych miejscach. Pytałem o Ciebie, prosiłem innych, by pomogli mi Cię odnaleźć… Oni pomagali. Spotkałem też ludzi, którzy mnie zrozumieli… Mówiłem im, że ja szukam Ciebie, mojego brata, bo Cię kocham, i czekam na uśmiech naszego Ojca, gdy razem do Niego wrócimy… Dziękuję tym ludziom, bo zaprowadzili mnie na górę, podobną do tej, z której Ojciec mnie wysłał na poszukiwania Ciebie. Tylko, że na tej nie było krzaków, w których by się baranek zaplątał w zaroślach… Na tej górze gdzie przyszedłem szukając Ciebie było pusto, były tylko dwa wielkie pnie drzewa. I oni powiedzieli, że dopiero kiedy wejdę na te pnie, wtedy na pewno Ciebie zobaczę… Tak się ucieszyłem na to nasze spotkanie. Zgodziłem się od razu… Pomogli mi. Przybili mnie do tych belek, i podnieśli. Bardzo bolało, ale to zrobiłem dla Ojca i dla Ciebie. Bardzo się bałem, nawet, jak małe dziecko, wołałem Tatę… Kiedy wdrapałem się na te belki, przybity, zobaczyłem Ciebie. Zacząłem krzyczeć, ze to dla Ciebie, że cię kocham. Ale Ty odszedłeś. I ci, co mnie przybili odeszli. Więc zostałem sam. I czekam, i krzyczę, i wołam, gdzie jesteś, Adamie? Przyjdź, i ze mną wróćmy do Ojca.

Jezus

dawać siebie…

ostatnio na adoracji pomyślałęm sobie – jaki marny jest ten Pan Jezus. Kawałek suchego opłatka – trochę mąki, wody. I tyle.  – można by w kolędzie śpiewać – Jezus marniusieńki…

Tylko tak wpatrując się w Mistrza i Pana pomyślałem sobie… To jest dopiero mistrzostwo ze strony Jezusa. Tak się uniżył, że przyjał Krzyż. Tak się uniżył – stął się taki marniutki, żeby być bliżej mnie… Bo jeśli On obecny jest w marnym kawałku opłatka, to tylko po to , żeby mnie, marnego nie zawstydzić. Żebym ośmielił się z Nim być…

Bo przeciez – ja to nic więcej jak 10000 razy bardziej marny pyłek… Tylko że ja po prostu nim jestem, A Jezus,  Bóg, stał się nim dla mnie…

I tu taka rozkminka… Ja też przecież powiniennem wobec innych być właśnie marniusieńki… Tylko czemu ja tak częśto pokazać chce na siłę w zasadzie, ze ja jestem silny, wielki i mocny… Tak to się ludzi odpycha… Muszę być stanowczo bardziej marniousieńkim kawałkiem mąki i wody… Po prostu – stawać się chlebem!

Łk 11, 29

Udowodnij!

udowodnij, że kochasz, że wiesz, że widziałeś, że się nauczyłeś, udowodnij że ty to ty. Człowiek się pogubil w tych wszystkich dowodach. Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę, nie doświadczę. Udowodnij, a zobaczyy, co da się zrobi. Pokaż mi swój dowód tożsamości, moze wtedy wpuszczę cie do mojego życia.

Ty też, Jezu udowodnij. Że kochasz, że warto Ci zaufac, że się nei zawiodę, że z Tobą przezwyciężę nawet największe trudności, porażki, niepowodzenia.

A On milczy. Wczesniej mówił o znaku – znaku swego ciala i znaku Krzyża. To chyba jeden z niewielu znaków, który ma tak wiele znaczeń…

Krzyż to symbol miłości, naszej wiary, nadziei, cierpienia, Zwycięstwa, śmierci, męki, hańby, zgorszenia, chwały, pogardy. Krzyż jest bolesnym tronem chwały Ojca, ofiarowanym przez nas Synowi, i dla nas wraz z Synem. Bo w królestwie Niebieskim wszyscy będziemy królami.

I królowa z południa, i Jonasz, i każdy świadek krzyża z XX wieków jego chwały potwierdzi, że większego znaku nie trzeba. ten dowód miłości wystarcza. Bo ta miłośc jest ponad wszelką miłośc. Ona jest ponad!

A więc ufaj, wierz.

Żaden znak ci nie będzie dany.

zaczynam pisać bloga…

to tak, żeby gdzieś zostawić to, co przygotowuję na niedzielne homilie i kazania w tygodniu. Czasem w wersji audio, czasem tylko tekst, a z czasem może i video. Zobaczymy.