Drogi Bracie,
Kiedy odszedłeś z domu, Ojciec był taki smutny… Dał ci przecież pół majątku, było Mu tak dobrze z tobą, a ty odszedłeś. Powiedział nawet zaraz potem, że żałuje, że się urodziłeś. Ale zaraz potem zaczął płakać bo całym sercem Mu ciebie brakowało, tęsknił, i bardzo pragnął byś powrócił. Ty jednak nie wracałeś. Opowiedział On twoją historię innym, i historia nazwała cię synem marnotrawnym… On tak cię nigdy nie nazwał. Bo On cię cały czas nie przestawał kochać. Ja, twój brat, zawsze byłem przy Nim, i wszystko co Jego jest też moje. Ja też tęskniłem za tobą. I wtedy Ojciec poprosił mnie na rozmowę. Zaprowadził mnie na górę Moria, i powiedział, żebym i ja odszedł. Żebym Go opuścił i szukał ciebie. Wiesz, co poczułem wtedy? Jakby Ojciec nade mną nóż wyciągnął i chciał mnie zabić. Ale potem powiedział, że to miłość. Nic nie rozumiejąc odszedłem. Zostawiłem Ojca. I On znowu był smutny, płakał, i na pewno tęsknił, ale myślę, że żył tą nadzieją, że kiedyś wrócimy razem. Nie mogę się doczekać tego powrotu, wyobraź sobie, jak Tata się będzie cieszył…
Nie mogę Cię znaleźć. Szukałem w różnych miejscach. Pytałem o Ciebie, prosiłem innych, by pomogli mi Cię odnaleźć… Oni pomagali. Spotkałem też ludzi, którzy mnie zrozumieli… Mówiłem im, że ja szukam Ciebie, mojego brata, bo Cię kocham, i czekam na uśmiech naszego Ojca, gdy razem do Niego wrócimy… Dziękuję tym ludziom, bo zaprowadzili mnie na górę, podobną do tej, z której Ojciec mnie wysłał na poszukiwania Ciebie. Tylko, że na tej nie było krzaków, w których by się baranek zaplątał w zaroślach… Na tej górze gdzie przyszedłem szukając Ciebie było pusto, były tylko dwa wielkie pnie drzewa. I oni powiedzieli, że dopiero kiedy wejdę na te pnie, wtedy na pewno Ciebie zobaczę… Tak się ucieszyłem na to nasze spotkanie. Zgodziłem się od razu… Pomogli mi. Przybili mnie do tych belek, i podnieśli. Bardzo bolało, ale to zrobiłem dla Ojca i dla Ciebie. Bardzo się bałem, nawet, jak małe dziecko, wołałem Tatę… Kiedy wdrapałem się na te belki, przybity, zobaczyłem Ciebie. Zacząłem krzyczeć, ze to dla Ciebie, że cię kocham. Ale Ty odszedłeś. I ci, co mnie przybili odeszli. Więc zostałem sam. I czekam, i krzyczę, i wołam, gdzie jesteś, Adamie? Przyjdź, i ze mną wróćmy do Ojca.
Jezus
