W Ewangelii czytamy: Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i przebywał na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła…
A w ogrodzie, w noc pojmania Jezus mówił swoim uczniom: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie.
Kuszenie na pustyni stanowi początek misji Jezusa. To czas próby, która czeka również każdego z nas, bo pełna samotności pustynia jest miejscem spotkania samego siebie z Bogiem.
Czym jest kuszenie Jezusa? Pokusy, jakie stawia przed Jezusem szatan, są próbą zepchnięcia Jezusa z drogi wierności Bogu.
Jezus odrzuca te pokusy jednym słowem: Słowem Boga.
Szatan proponuje popularność, a Jezus wybiera ukrycie;
jest kuszony władzą, a wybiera upokorzenie;
szatan obiecuje sukces, a Jezus odważnie idzie ku słabości i krzyżowi.
Tak samo jak Jezusa tak i nas dziś szatan kusi, proponując nam dokładnie to samo – popularność, władzę i sukces. Kusi, aby odwieść nas od drogi wierności Bogu.
Święty Jan Vianney mówił, że pokusy upokarzają, ale są jednocześnie czasem sprawdzenia, są dla nas czasem wyznania i potwierdzenia wiary.
On, święty kapłan, dobroduszny proboszcz i spowiednik, zmagał się z pokusami przez całe swoje życie. Kiedy czuł, że nic mu nie wychodzi, kiedy słyszał w sobie podszepty szatana, że jest beznadziejnym proboszczem, że nie warto się więcej trudzić, bo i tak nic z tego nie wyjdzie, chciał uciekać z Ars. Nawet kilka razy mu się to udawało i uciekał. Ale jednak zawsze wracał do swojej parafii, do powierzonych sobie ludzi. On po prostu umiał pokonywać pokusy, umiał walczyć.
Cała trudność zwalczania pokus polega na tym, że aby się ich pozbyć, musimy najczęściej walczyć z nami samymi. I to jest najtrudniejsze.
Jest taka pokusa, która w wyjątkowy sposób towarzyszy Nam, którzy kiedyś powiedzieliśmy Jezusowi – tak, angażując się na całe życie. To pokusa tego, by idąc drogą przyjaźni z Chrystusem, oglądać się wstecz.
Jezus jasno mówi do każdego z nas: ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie jest mnie godzien…
Dlaczego nie jest godzien? Bo pracując w taki sposób, człowiek osiągnie beznadziejne owoce.
A my? Tak często pytamy samych siebie, czy ten pług warto pchać? Czy ja przypadkiem, własnymi siłami nie robię czegoś bez sensu? Może warto przestać, bo trochę ciężko… Może warto się zatrzymać? Przecież i tak wiele dobrego nie zrobiłem…? Może warto dać sobie spokój, i wrócić do tego, za czym tęsknię, czego czasami mi brakuje. Może lepiej obejrzeć się wstecz… i upewnić się, czy jest do czego wracać.
Obejrzeć się za siebie i zobaczyć to, co kiedyś zostawiłem, czego kiedyś się wyrzekłem, z czego zrezygnowałem.
To silna pokusa… by odwrócić się, zobaczyć to, czego już dokonałem, co mi się już udało, co już mam za sobą, co jest moje.
Można mieć też wtedy pokusę odejścia, ucieczki, oddalenia się właśnie wtedy, gdy coś nie wychodzi, gdy nie widzimy efektów naszej pracy. Ale przecież takie doświadczenie, taka rzeczywistość staje się naszą osobistą pustynią. Naszą próbą, naszym doświadczeniem wiary. To właśnie na pustyni człowiek zmaga się z samym sobą. Pustynia staje się również miejscem, gdzie człowiek wsłuchuje się w głos Boga.
Jezus na pustyni odrzucał pokusy jednym słowem: Słowem Boga; święty Jan z Ars odrzucał pokusy właśnie wtedy, kiedy w ciszy i samotności wsłuchiwał się w głos Jezusa. My również możemy się w ten głos wsłuchiwać. Bóg mówi do nas: Kocham cię. A kogo kocham, tego doświadczam. Trzeba zatem starać się o to, by żyć z Jezusem w nieustannej przyjaźni, a wtedy pokusy, nawet te najtrudniejsze, będą po prostu dowodem miłości dla której oddaliśmy życie.
Często boimy się mówić o naszych pokusach; po prostu wstydzimy się ich, a nieraz udajemy, że ich nie mamy. Święty Proboszcz z Ars ostrzega: Jeśli nie masz pokus, to uważaj, skoro piekielny duch się na ciebie nie rzuca, to znaczy że już jesteś jego przyjacielem, i już nie potrzebuje on tracić na ciebie czasu. Ale jeśli masz pokusy, to dobrze, bo to znaczy, ze zły musi ciągle o ciebie walczyć.
Ty też walcz!
Wtedy najgłębsza, najciemniejsza pustynia zakwitnie; ciemność zajaśnieje niezwykłym blaskiem, a samotność, której często tak bardzo się lękasz, poprowadzi do wspólnoty.
Trzeba odważnie walczyć – mówi święta Joanna d’Arc – a wtedy Bóg da zwycięstwo.