Człowiek ze swej natury jest religijny i szuka dróg, którymi mógłby dochodzić do wiary oraz relacji z bóstwem. Ci, którzy w czasach biblijnych doświadczali Jedynego Boga od samego początku rozumieli, że aby być człowiekiem wiary, trzeba Go uważnie słuchać oraz ufać Słowu, które pochodzi z ust Boga. To dlatego Abraham zdecydował się wyruszyć w nieznane, dlatego Mojżesz zdjął sandały, słuchał Głosu na Pustyni i poprowadził lud do Ziemi Obiecanej. Aby pomóc usłyszeć Wybranemu swój głos Bóg przemawiał przez ludzi, na ludzki sposób, aby ludziom objawić siebie. Młode serce Samuela rozpoznało głos Boga dzięki doświadczeniu i wskazówkom Helego. Mieszkańcy Niniwy nawrócili się dzięki odwadze Jonasza. Ludzie różnych wieków wchodzili z Bogiem w niezwykłą relację, która nie tylko zmieniała ich życie, ale oddziaływała na kolejne pokolenia.
Naród wybrany przechowywał od samego początku w swojej pamięci te wszystkie wydarzenia w których widział Boże działanie – Boże Słowo – skierowane do człowieka.
We właściwym czasie człowiek, pod Bożym natchnieniem, zaczął spisywać te wydarzenia. Po to, aby Boże Słowa przetrwały dla przyszłości sam Bóg wybrał ludzi którzy, używając własnych zdolności i sił, przekazali to wszystko i tylko to, co On chciał. Pismo Święte jest więc zamysłem samego Boga, działającego poprzez Ducha Świetego w sercach hagiografów, współautorów Biblii. Jest zapisem swoistej rozmowy Boga i człowieka – wyjątkowego dialogu, który ciągle trwa. Kolejne pokolenia ludzi wierzących wchodzą bowiem w tę relację, zapraszani przez Boga do przygody wiary mają odwagę Abrahama, zaufanie Mojżesza, zapał i szczerość serca Samuela. Odczytują z wiarą Słowa Biblii i są pewni ich aktualności we współczesnych sobie czasach. Trzeba więc, mówiąc o lekturze Pisma Świętego, dostrzegać tu wyjątkową interakcję czytelnika i autora, czasów współczesnych i tych opisywanych w Biblii. Relacja czytelnika z tekstem Świętym pełna jest mistyki, a odczytywanie tego Tekstu nie może odbywać się w odłączeniu od tej tajemnicy. Do tekstu Pisma Świętego nie można podchodzić w ten sam sposób, w jaki bada się wszystkie inne teksty kultury.
Konkretny fragment Pisma Świętego jest oczywiście pisany w określonym stylu, gatunku literackim, powstał w dokładnym miejscu i czasie. Zawiera on jednak w sobie także gorliwość wiary realnej wspólnoty, jej zaangażowanie, modlitwę, jak również bagaż tradycji i doświadczeń wielu wieków ludzi i wspólnot różnych czasów, które nim się posługiwały.
Metoda historyczno – krytyczna, bardzo dobrze rozwinięta we współczesnym Kościele, bada ten literacki wymiar Biblii. Zajmuje się badaniem „Pisma” w całym jego ludzkim wymiarze powstawania, kształtowania się i zakorzeniania w dziejach historii. Egzegeci ci zdają się zapominać jednak o tym, że Pismo, które tak wnikliwie badają, jest przecież „Święte”, a więc ma swoje źródło w Bogu, a tworzone jest na przestrzeni wieków przez Ducha Świętego. Moim zdaniem takie podejście do Pisma Świętego powoduje zbytnie skupienie się na samym tylko słowie. Pomijane jest wydarzenie, które jest opisywane przez to słowo. Co więcej, obserwować można pominięcie, czy też w najlepszym wypadku jedynie marginalizowanie kwestii wiary. Ona przecież ma znaczenie szczególne dla właściwego przyjęcia słowa.
Zainteresowałem się ostatnio biblijnym opisem pokłonu Mędrców (Mt 2, 1 – 12), komentowanym i opisywanym już od pierwszych wieków Kościoła. Co roku Uroczystość Objawienia Pańskiego wywołuje w mediach i portalach społecznościowych żywą dyskusję. Czy na drzwiach należy umieszczać litery KMB czy raczej CMB. Coraz więcej internetowych artykułów i facebookowych wpisów dotyczy również prawdziwości opowiadania o Mędrcach. Każdy głos w tej dyskusji powoduje reakcję. Zaciekawienie ludzi świadomych swojej wiary, frustrację tych przyzwyczajonych do tradycyjnych form pobożności, a czasem zdecydowany sprzeciw czy bunt i podważanie wiarygodności innych biblijnych perykop. Egzegeci podchodzili do tego tekstu na rozmaite sposoby. Często skupiając się jedynie na jego warstwie literackiej, środowisku w jakim ten tekst powstał oraz tych, do których tekst pierwotnie był skierowany. Na przestrzeni wieków pojawiało się wiele komentarzy i prac, w których komentatorzy próbowali odpowiadać na pytania o to ilu mędrców przybyło do Betlejem, kim byli, skąd pochodzili, i dlaczego przybyli oddać pokłon Jezusowi. Średniowieczni autorzy szukali nawet imion owych trzech mędrców, próbując jednocześnie określić ich wiek.
Kacper opisywany był więc jako młodzieniec bez brody, Melchior jako siwobrody starzec, a Baltazar z ciemnym kolorem skóry.
Co więcej, aby zaspokoić historyczne wymagania niezbitych dowodów, wiarygodnych świadectw i precyzyjnych dat, powszechnie przyjęto, że relikwie Trzech Króli odnalazła (zapewne z Bożą pomocą) święta Helena. Żyjący w IV wieku biskup Eustorgiusz przewiózł je natomiast do Mediolanu, a stamtąd w 1164 roku arcybiskup Rainald z Dassel sprowadził je do Kolonii. Wierni wybudowali tam dla ich uczczenia ogromną gotycką katedrę. Przez następne wieki motyw Trzech Króli na stałe znalazł miejsce w liturgii, sztuce i literaturze światowej.
Metody historyczno – krytyczne (bo chyba nie powinno się mówić tu o jednej określonej metodzie) bardzo sumiennie zajmując się tekstem oczyszczają go z różnych naleciałości historii, szukając właściwego klucza interpretacji określają gatunek literacki i poszczególne warstwy tekstu, a nawet opisują pochodzenie i celowość użycia poszczególnych słów.
Egzegeci stosujący te metody skupiają się na warstwie literackiej, podchodząc do tekstu z uznawaną przez siebie filozofią czy też uwarunkowaniami czasów w których żyją, wykluczając często możliwość zarówno ingerencji Boga w świecie jak i odczytywania tego Bożego dzieła przez konkretnego człowieka. Niestety egzegeci ci, dowodząc prawdy historycznej tekstu, oddalają się od jego sakralnego – świętego wymiaru, a także od tradycji wiary, w której powstawał.
Badając tekst opisujący Pokłon Mędrców egzegeci, stosując wyżej wspomniane metody, dowodzą kim byli opisani przez Ewangelię Mędrcy. Naukowcy, przekreślając niejako dokonania wielu wieków tradycji udowadniają, że przybysze ze Wschodu nie byli królami, a prawdopodobnie nie byli mędrcami ani magami. Próbują ustalić ilu mogło ich być, raczej za pewnik zakładają, że nie było ich trzech, a przybyć musieli z wielkimi orszakami służących i wojska (dlatego Herod się przeraził, a z nim cała Jerozolima). Badacze ukazują ponadto, jak daleko bezpodstawne jest nadawanie im konkretnych imion. Gorliwi i wierni historii będą nawet dowodzić, że Mędrcy opisywani w Ewangelii nigdy nie istnieli, a Ewangelista, opisując fikcyjną historię pokłonu, chciał jedynie przekazać prawdę o tym, że w Chrystusie zbawienie otrzymają również poganie.
Stosowanie metod historycznych sprawia, że dziś spotkać się można z wieloma twierdzeniami podważającymi historyczne istnienie m. in. Patriarchów, Proroków, a nawet króla Dawida czy Salomona. Są tacy, którzy dowodzą nieprawdziwości dziejów wyjścia Izraela z Egiptu.
Jednak wydaje się, że taki czysto historyczny sposób prowadzenia egzegezy pomija istotny fakt. Otóż, nawet jeśli wymienione przeze mnie osoby i fakty nie istniały i nie miały miejsca lub wyglądały zupełnie inaczej, to jednak jest jakiś cel, dla którego Pismo Święte przekazuje o nich świadectwo. Co więcej, istnieje powód dla którego Bóg, pierwszy Autor Biblii chciał by czytelnik mógł poznać historię właśnie tych, w ten sposób przedstawionych, postaci.
Wydaje się, że metody historyczno – krytyczne zbyt mało uwagi poświęcają badaniu tego, co jest tradycją przekazywanej wiary. Może dlatego, że często zapisana jest ona w Biblii „między wierszami”. Nie chcę przez to powiedzieć, że metody historyczno – krytyczne są niewłaściwe i że trzeba je koniecznie wyeliminować z pracy naukowej nad Biblią. Ważne jest bowiem poznawanie środowiska, historii i geografii tekstu. Istotne jest także opracowanie całego aparatu krytycznego, porównywanie i badanie redakcji, form, stylu i reguł rządzących danym tekstem. Nie można jednak marginalizować kwestii teologicznej, natchnienia Ducha Świętego, tradycji Kościoła i reguł wiary, która ukształtowała ten tekst. Dzięki wierze tekst nie tylko został uznany przez Kościół za kanoniczny; wiara Kościoła przechowywała ten tekst, pozwalając by przetrwał w takiej formie do naszych czasów.
Badając zatem tekst biblijny, trzeba koniecznie patrzeć na niego także jako na świadectwo wiary zarówno tych wspólnot, które go tworzyły, jak również tych, które na przestrzeni wieków z niego korzystały. Zajmując się jedynie historią i krytyką tekstu łatwo można zgubić to, co w Biblii jest najważniejsze – żywe świadectwo wiary i miłości Wspólnoty wobec Boga.
Choć dziś metody historyczne zastanawiają się kim byli mędrcy i poddają w wątpliwość fakt istnienia gwiazdy, wiele wieków temu, pomijając te wątpliwości i dylematy, Wspólnocie Kościoła w Hipponie biskup Augustyn wyjaśniał: Naśladujmy przykład magów, których gwiazda prowadziła, ażeby oddali hołd pokorze Pana. Jak oni – pouczeniom Boga – tak i my, nie tą drogą, któreśmy przyszli, ale inną mamy wracać do ojczyzny: tą drogą, która nam wskazał król pokory i której pyszny władca, nieprzyjaciel króla pokornego, nie może nam przeciąć.
Święty Augustyn w szczególnie piękny sposób potrafił łączyć tekst biblijny z codziennością życia. Nie wchodząc w historyczno – krytyczne spory czy egzegetyczne dylematy, wyjaśniał ten tekst powierzonym sobie wiernym podkreślając pokorę Chrystusa oraz przemianę, jaka towarzyszyła magom, którzy po spotkaniu z Jezusem, zmienili swoją dotychczasową drogę.
Augustyn komentował ten fragment Ewangelii w konkretnych czas, pisząc o pokorze czy przemianie życie widział przed oczami konkretne problemy ówczesnej wspólnoty wierzących. I choć tekst Ewangelii opisujący pokłon Magów pozostaje do dziś bez zmian, nowe czasy przynoszą nowe znaczenia tego samego Słowa. Świadczy to niewątpliwie o niezwykłej mocy i świętości Tekstu.
Setki lat po świętym Augustynie, Wspólnocie Kościoła w Warszawie biskup Michał Janocha wyjaśniał: [Mędrcy] byli wierni jednej gwieździe, choć na niebie było ich wiele. Na świecie jest wiele gwiazd. Kiedyś artysta powiedział: im ciemniej na świecie tym łatwiej zostać gwiazdą. (…) Królowie wrócili inną drogą, bo wracali inni. Każdy z nas powinien umieć wyjść z rutyny.
Podobnie jak biskup Augustyn, także biskup Michał zwraca uwagę na wybranie nowej drogi po spotkaniu Jezusa. Dla biskupa Janochy jednak przemiana tej drogi wiąże się z pojęciem rutyny, tak bolesnej choroby współczesności.
Tym, który w szczególny sposób podkreśla rolę teologii w egzegezie oraz niewystarczalność metod historyczno – krytycznych jest Papież Benedykt XVI.
W czasie, gdy metody historyczne zajmują się szukaniem trasy, którą owi mędrcy przemierzyli w drodze do Betlejem, wyjaśnianiem znaczenia darów, które złożyli Jezusowi, badaniem autentyczności opisu i krytyką tekstu, Benedykt XVI wyjaśnia Wspólnocie Kościoła XXI wieku:
Mędrcy szli za gwiazdą. (…) Tylko Słowo Boże, które spotykamy w Piśmie Świętym, mogło im ostatecznie wskazać drogę. Stworzenie i Pismo Święte, rozum i wiara muszą być razem, aby nas doprowadzić do Boga żywego. Wiele dyskutowano na temat rodzaju gwiazdy, która prowadziła Mędrców. Mówiono o połączeniu planet, o jakiejś Supernowej, to znaczy o jednej z gwiazd, początkowo bardzo słabych, w których wewnętrzna eksplozja powoduje powstanie na pewien czas niezwykle jasnego obiektu, o komecie i tym podobnych.
Naukowcy mogą sobie dalej prowadzić tę dyskusję.
Wielką gwiazdą, prawdziwą Supernową, która nas prowadzi, jest sam Chrystus.
On jest, że tak powiem, eksplozją miłości Boga, która rozsiewa nad światem wielki blask Jego serca. Możemy dodać: Mędrcy ze Wschodu, o których mowa w dzisiejszej Ewangelii, podobnie jak ogólnie święci, stopniowo sami stali się konstelacjami Boga, które wskazują nam drogę. W tych wszystkich osobach kontakt ze Słowem Boga spowodował, że tak powiem, eksplozję światła, dzięki której blask Boga rozjaśnia nasz świat i wskazuje nam drogę.
Metody historyczno – krytyczne pozwalają odkryć założenia przyjęte przez autorów tekstu, badają historię zbawienia szukając w niej prawdy historycznej. Dla papieża Benedykta te dyskusje są mało istotne. Nie potępia ich, choć zdecydowanie kieruje je na dalszy plan. Aby móc interpretować Biblię w tym duchu w jakim został napisana, trzeba do zastosowanych metod historyczno – krytycznych dodać także aspekt teologiczny. Odnieść przesłanie tekstu do wiary, do tajemnicy Wcielonego Słowa. Wtedy dopiero, zgodnie z soborową konstytucją Dei Verbum, będzie można mówić o egzegezie teologicznej, odpowiedniej w odniesieniu do Księgi Pisma Świętego.
W Polsce, od kilku lat, co roku, 6 stycznia, ponad milion ludzi, w kilkuset miastach Polski wychodzi na ulice by w uroczystym pochodzie, z radością, śpiewem i modlitwą uczestniczyć w święcie wiary. Idący wyznawcy Chrystusa nie zważają na to, że patrząc na historię Mędrców metodami historyczno – krytycznymi trzeba przyjąć, że ani to nie był orszak, ani ich nie było trzech, nie byli królami i rzecz raczej na pewno nie miała miejsca 6 stycznia. Wyniki badań metod historyczno – krytycznych, zamknięte w opasłych tomach komentarzy, pozostawione są obok. Liczy się to, co w sercu tych ludzi, ich relacja do Boga, ich odkrywanie Światłości w przychodzącym Chrystusie.
Ten radosny tłum na ulicach polskich miast, rzesze ludzi wierzących i cieszących się z wyznawanej wiary, niczym nie różni się od wspólnoty Kościoła w Hipponie, która z uwagą słuchała nauczania Augustyna o Magach, od Wspólnoty witającej biskupa Rainalda w Kolonii, wtedy, gdy wprowadzał relikwie Trzech Króli do pięknej, gotyckiej katedry. Ta wspólnota ludzi nie różni się niczym od tej, która w rodzącym się Kościele w III wieku jako pierwsza świętowała Epifanię.
Wspólnota wiary jest jedna, a zmieniające się czasy i okoliczności nigdy nie były w stanie jej zmienić lub zniszczyć. Ona jest trwała, jest bowiem owocem mocy Chrystusa, będącego Jej podstawą oraz działania Ducha Świętego w Kościele. Badając więc Pismo Święte trzeba ze szczególną troską i uwagą patrzeć na tę Wspólnotę. Właściwie i w pełni Pismo Święte czytać i komentować można bowiem tylko w jej (czyli naszej) optyce wiary.
ks. Maciej Jaszczołt
